– wystawa indywidualna, Galeria Biała w Lublinie 2002
Ten tekst jest tak naprawdę o przestrzeni i o tym, co się w niej ukrywa, co drzemie w architektonicznej pamięci domów, w ich ścianach. Jest to przestrzeń, w której trzeba się poruszać.
Gdy wszedłem do Galerii Białej w Lublinie, aby zobaczyć najnowszą instalację Bogny Burskiej, odniosłem wrażenie przemieszczenia przestrzeni. Codzienne mieszkanie odtworzono w galerii, zwykłe meble z polskich przeciętnych, niezamożnych domów wstawiono w białe sale wystawiennicze. Wszedłem i chciałem się momentalnie cofnąć, niczym po pomyłce, po przypadkowym wejściu do czyjegoś mieszkania. Dopiero po chwili zrozumiałem, że jestem w galerii, w Galerii Białej. Jej biel tym razem została jednak splamiona, polała się krew. A krew oznacza przestrzenie Bogny Burskiej. Spektakularne i jednocześnie odpychające.
Wszedłem więc do wnętrza, a przemieszczenie przestrzeni dopełnione zostało przemieszczeniem w czasie. Poruszam się w przedpokoju ze stołem i krzesłami, fotelem i szafką. To pokój dorosłych. Najważniejsze jest jednak tuż obok. Główna sala galerii zamieniona została na pokój dziecka, dziewczynki, której rysunkowy portret wisi na ścianie, nad łóżeczkiem. Łóżeczkiem z koszmarów.
Przemieszczenie w czasie pogłębia się. Wejście w sferę dzieciństwa. Cofam się i wkraczam do tego dziewczęcego pokoju wystawienniczego, gdzie dziełami sztuki są dziecięce meble i zabawki. I cel ostateczny, centrum ekspozycji – łóżko. Na końcu sali, na kresach pamięci, a jednocześnie w samym środku.
Teraz już nie jestem ani w galerii, a ni w domu, a ni w dzieciństwie, ale we wnętrzu powieści Stephena Kinga. Łóżeczko jest zasłane pościelą, pośpiesznie odrzuconą, a na prześcieradle bombardują mnie palmy krwi. Krew na dziecięcym łóżeczku, dziewczęcym. A obok wszystko normalnie – misie, lalki, mebelki, kosz z zabawkami, półeczka z książkami.
CO TU SIĘ STAŁO?!
Każdy z widzów znajduje tę odpowiedź w sobie, we własnych wspomnieniach lub lękach. We własnej odrazie i słabości.
Pierwszy trop: przemoc domowa.
Drugi trop: przemoc seksualna.
Trzeci trop: defloracja.
Czwarty trop: pierwsza miesiączka.
Wszystko jest możliwe!!!
A może zwykłe banalne dziecięce zranienie?
Scena jest jednak pusta, pozostały tylko rekwizyty, aktorzy zniknęli. Nie poznamy tej historii nigdy, choć jednocześnie dobrze wiemy, co się stało. Jest tego tak wiele. To my stajemy się aktorami, wypełniamy tę przestrzeń własnymi fantazjami. Czy krew wyciekła na prześcieradło naturalnie, czy ktoś zranił tę dziewczynkę? Nie ma jednak narzędzia zbrodni. Widz staje się detektywem, poszukującym śladów, próbującym odtworzyć dramat. Przerwać ciszę. Ponownie zatem, po szoku łóżeczka, patrzy na mebelki i przedmioty, na ich niepokojącą i milczącą normalność.
fragment tekstu Architektura przemocy. Paweł Leszkowicz, Arteon 2002 r.